Świat Wyścigów! na FaceBooku
Zgłoś błąd lub uwagę dotyczącą serwisu
Świat Wyścigów! kanał RSS
niedziela, 05 września 2010


O zwycięstwie Ferrari, poleceniach zespołu i ruchomych skrzydłach
Wpisany przez Tomasz Kubiak    poniedziałek, 26 lipca 2010 13:58   

Ferrari odniosło swoje drugie zwycięstwo w sezonie w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Polecenia zespołowe, wezwanie Ferrari przed sędziów, niezbyt wylewna konferencja prasowa, 100 tysięcy Euro kary. Tak być nie powinno. Formuła 1 to jest sport, a sport to rywalizacja. Jednak rywalizacja ma różne oblicze.

Najpierw chciałbym poruszyć pewną kwestię. Kwestię Polsatu i polskiej otoczki F1. Włodzimierz Zientarski był wściekły na Ferrari i sugerował ich wykluczenie z CAŁEGO SEZONU (to moja własna rubryka, więc mogę pisać z wielkich liter)! Maurycy Kochański nie chciał o tym myśleć, natomiast Jakub Śmiechowski stwierdził, że nie chce jeździć w Formule 1. Czyżby? Ciekawe, co by było, gdyby podsunąć mu ofertę od Ferrari, aby dołączył do ich programu rozwoju młodych kierowców. O dziwo, jedyną osobą, która rozumiała sytuację był ostatnio przeze mnie krytykowany Andrzej Borowczyk. Jednak głos mentora został całkowicie zagłuszony przez kłótnię Zientarskiego z Kochańskim. Co więcej, całość wyemitowano w głównym kanale Polsatu, co jest obecnie wręcz cudem. Ale to nie był cud. To była ewidentna próba zniszczenia Ferrari w oczach widzów. Ciekawe, czy za rok pan Zientarski nadal będzie chciał Roberta Kubicę w Ferrari. Jeżeli tak, to coś mu przypomnę. Warto też przypomnieć, że w sobotę Zientarski dał popis mówiąc na oczach całej Polski "A co ja będę państwu gadał". Należy pochwalić. Postawa godna eksperta w telewizji.

Dziś napisałem e-Mail do Polsatu w tej sprawie, który został co prawda odczytany na antenie, ale spotkał się z negatywnym komentarzem z tego powodu, że przez małą ilość czasu nie mogłem wyjaśnić swoich racji w przekonujący sposób. Zrobię to więc teraz. W 2008 roku, kiedy Robert Kubica startował w zespole BMW Sauber, komentatorzy Polsatu mówili otwarcie, że Nick Heidfeld jest w zespole faworyzowany. Te słuchy jednak nagle ucichły, gdy Niemiec dał się wyprzedzić Polakowi w trakcie Grand Prix Kanady, aby Kubica mógł sięgnąć po swoje pierwsze i jak dotąd jedyne zwycięstwo w Formule 1. Kubica miał szanse na trzecie miejsce w generalce. Podczas Grand Prix Chin Nick Heidfeld przyjechał przed Robertem. Wtedy panowie komentatorzy mówili z niezadowoleniem, że Heidfeld nie przepuścił Roberta. Nie sugerowano wtedy, że BMW złamałoby regulamin. Wszyscy byli obrażeni na Heidfelda, bo Robert nie zdobył jednego punktu więcej. Prawdą jest, Polak przegrał trzecie miejsce z Raikkonenem o 1 punkt, ale komentatorzy zapomnieli o regulaminie sportowym Formuły 1.

Wróćmy do Ferrari. W Chinach 2008 Felipe Massa w łatwy sposób wyprzedził Kimiego Raikkonena. Wtedy także zastosowano polecenia zespołowe. Komentatorzy Polsatu, wraz z ekspertem Formuły 1 Włodzimierzem Zientarskim nie mieli na ten temat dużo do powiedzenia. Skończyło się na stwierdzeniu, że Ferrari musiało utrzymać szanse na tytuł mistrzowski. A co się stało w Niemczech? Dokładnie to samo. Alonso miał ostatnią szansę na powrót do walki o mistrzostwo i zespół musiał ją maksymalnie wykorzystać.

O ile nie mam pretensji do pani Beaty Cholewińskiej z redakcji sportowej Polsatu za skrytykowanie mojego e-Maila, który był napisany zbyt szybko, jak już pisałem. Mam jednak pretensje o to, co mówiła później. Najpierw padło sformułowanie "czy było to warte tych dwóch punktów, które dzieliły tych kierowców". Przepraszam, ale analizowałem sytuację i nie rozumiem. Przed 11 rundą mistrzostw, różnica pomiędzy Alonso, a Massą w punktacji wynosiła 31 punktów, a manewr dał Alonso 7 punktów więcej na mecie, czyli odrobił 7 punktów więcej do rywali. Przykro mi pani Beato, ale w tej kwestii nie miała pani racji.

Podobnie było z pytaniem, czy zespół i kierowcy mogą uzgodnić przed wyścigiem, że ktoś kogoś przepuści. Otóż pani Cholewińska odpowiedziała - "nie, ponieważ nigdy nie wiadomo, jak się wystartuje do wyścigu" Całkowita bzdura! Oczywiście, że można to uzgodnić. Wystarczy się dogadać, co robić, jeżeli wyścig potoczy się w określony sposób, czyli uwzględnić kilka scenariuszy. Więcej nie muszę argumentować.

Wróćmy do pana Zientarskiego i dajmy mu ostatnią szansę. Nie pamiętam, jakich słów pan użył, więc nie zacytuję, ale nie podobało się panu, że Ferrari wykonało to polecenie w tak oczywisty sposób.

Otóż. Jest kilka rzeczy, których nie musi pan wiedzieć i rozumieć, ale w takich sytuacjach są potrzebne. Alonso jechał bardzo szybko i regularnie. Oznacza to, że złapał określony "rytm jazdy". Zaimprowizowanie walki pomiędzy kierowcami i zmuszenie Alonso do walki z Massą wytrąciłoby Hiszpana z tego rytmu i kto wie, czy Alonso powróciłby do swojego tempa i był w stanie wygrać wyścig. Co więcej, Sebastian Vettel był tylko 7 sekund z tyłu. Walka zawsze spowalnia obu kierowców, ponieważ atakujący musi wypatrywać luki i wciskać się w zakrętach, natomiast atakowany musi jechać defensywnym, wolniejszym torem jazdy. W tej sytuacji Vettel mógłby ich szybko dogonić. Poza tym, jeżeli dwaj kierowcy jadą blisko siebie, istnieje ryzyko kolizji. Dlatego zespoły wyścigowe robią wszystko, aby utrzymać oba samochody na torze jak najdalej od siebie. Alonso był szybszy, więc szybko odjechał i zagrożenie minęło. Zespół Red Bull przekonał się o tym podczas Grand Prix Turcji, kiedy dopuścili swoich kierowców blisko siebie i doszło do kolizji. McLaren podczas tego samego wyścigu popełnił ten sam błąd, ale skończyło się tylko na wypaleniu zbyt dużej ilości paliwa i konieczności zwolnienia na kilka okrążeń przed metą.

Pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale polecenia zespołowe są niezbędne w wyścigach. Chodzi tylko o to, aby nie były one zbyt oczywiste. Ferrari musi zapłacić 100 tysięcy Euro kary za to polecenie. Pewnie, gdyby Rob Smedley powiedział Felipe Massie przez radio tę informację w inny sposób, a Massa zrobiłby kontrolowany uślizg tylnej osi na wyjściu z zakrętu, to kary by nie było. Te 100 trafi do budżetu przeznaczonego na promocję sportów motorowych. Ciekawe, jak FIA chce przekonać polskich fanów, którzy naoglądali się kłótni pomiędzy ekspertami w studiu, do ponownego obejrzenia wyścigu F1.


Teraz czas na drugą część tematu, czyli elastyczne przednie skrzydła w Ferrari i Red Bullu. Tym razem nie będę się zbytnio rozpisywać. W tej sprawie nie uczestniczyłem samemu, więc będę obiektywny. Chodzi o to, że zespoły Ferrari i Red Bull stosują elastyczne przednie skrzydła, które uginają się w czasie jazdy, opadając bliżej ziemi. FIA dostała protest w tej sprawie, z załączonymi zdjęciami tych skrzydeł. Komisarze techniczni przyszli do garaży tych zespołów, zobaczyli skrzydła, krótko je pooglądali i pokazali zespołom zdjęcia. Ferrari natychmiast obaliło zdjęcia, twierdząc, że zostały zrobione z różnych kątów, było różne obciążenie paliwem, różne ciśnienie w oponach, itp., dzięki czemu FIA uznała skrzydła za legalne.

To pokazuje nieprofesjonalizm FIA. Poszczególne sprawy są rozpatrywane zbyt pochopnie. I nie mówię tu o takich sprawach, jak przekroczenie limitu prędkości, czy wyprzedzanie poza torem, bo te z kolei są rozpatrywane zbyt wolno. Mówię tu o sprawie Ferrari, z poleceniami, gdzie nawet nie przesłuchano kierowców, aby się dowiedzieć co mieli do powiedzenia. Sprawa ze skrzydłami jest podobna. Niektórzy użytkownicy znanego polskiego portalu o Formule 1 twierdzą, że należy wziąć do analizy filmy z kamer pokładowych, aby zobaczyć czy się nie odkształcają. To nie jest dobry pomysł z tego samego powodu, co zdjęcia. Jest za dużo zmiennych, które już wcześniej wymieniłem. Jeżeli komisarze techniczni chcą być sprawiedliwi, powinni zabrać skrzydło do badań w tunelu aerodynamicznym. Gdyby okazało się, że w kontrolowanych warunkach, skrzydło faktycznie się odkształca, wtedy przyznać odpowiednie kary. Komisarze jednak tego nie zrobili i sprawa zamknięta.

Piszę tu o rozpatrywaniu spraw przez FIA. Otóż niektóre ze spraw w ogóle nie są rozpatrywane przez FIA. Mam tu na myśli Sebastiana Vettela. Niemiec na starcie spychał Fernando Alonso do wewnętrznej, na czym skorzystał Felipe Massa. Jednak takie manewry, jak spychanie, zajeżdżanie drogi, czy ostre blokowanie są niedozwolone. Oglądałem w ten weekend wyścigi w USA. Tam w takich sytuacjach sędziowie nie wahali się ani chwili, aby przyznać zawodnikowi karę. Ale to nie koniec. Kierowca Red Bulla w pogoni za Felipe Massą, poszerzał pierwszy zakręt, aby wyjść z niego z większą prędkością. Wyjazd wszystkimi czterema kołami na pobocze jest niedozwolone. Jeżeli takie coś zdarza się na starcie, to należy to zignorować. Jeżeli zdarzy się to kilka razy w różnych odstępach czasu, należy mieć to na uwadze, ale jeżeli kierowca powtarza to w tym samym miejscu, w taki sam sposób, okrążenie za okrążeniem, to należy sięgać po środki. Po trzech takich wyjazdach z rzędu należy dawać ostrzeżenie, a jeżeli powtórzy się to jeszcze raz, przyznawać kary. Po to one są, aby wyścigi były sprawiedliwe.

Kończąc ten bardzo długi post napiszę: Gdzie tu sprawiedliwość, kiedy jednych karzą za gadanie przez radio, a innych za jazdę poza torem nie.

Dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że ktoś przeczytał post do końca.

 

Komentarze 

 
#1 mkente 2010-07-28 22:19
Ja oglądanie studia na Polsacie darowałem sobie już sporo czasu temu. Denerwowało mnie głównie to gadanie na okrągło o Kubicy - ten program to powinien nazywać się np. "Planeta Kubicy", a nie "Studio Formuły 1". Zarzutów pod ich adresem jest oczywiście wiele więcej...
 

Nie możesz dodawać komentarzy. Prawdopodobnie nie jesteś zalogowany. Skorzystaj z formularza na stronie głównej.

Dotowanie serwisu

Dotacje na serwis Świat Wyścigów!

- informacje.

Newsletter

Wpisz swój adres e-mail. Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Imię

Użytkowników online

Naszą witrynę przegląda teraz 14 gości i 1 użytkownik 
  • Easy