Felieton: Schumacher – (o)presja nazwiska

Przez jednych ubóstwiany, podczas gdy drudzy przekreślali go już na starcie. Brak zdobyczy punktowych w ubiegłym sezonie jeszcze bardziej wzmagał to, z czym przez dużą część swojej kariery musiał zmagać się Mick Schumacher. (O)Presję nazwiska. Minione weekendy wyścigowe zdają się jednak stanowić punkt zwrotny w karierze młodego Niemca.

Istnieje teoria, mówiąca o tym, że Mick Schumacher potrzebuje w każdej serii półtora sezonu, żeby rozkręcić się na dobre. Potwierdzeniem ma być między innymi średnia forma Niemca w Formule 2 w 2019 roku (zajął 12 miejsce, zdobywając 53 punkty przy 266 pkt Nycka De Vriesa) i swoiste «przebudzenie» rok później, kiedy to z 14-punktową przewagą pokonał Calluma Ilotta w klasyfikacji generalnej sięgając po mistrzowski tytuł. Spoglądając na poczynania Micka w Formule 1 sytuacja zdaje się być identyczna - od początku sezonu 2021 aż do połowy obecnego roku Schumacher, podobnie jak ojciec jeżdżący jako "MSC", nie zgromadził ani jednego punktu. Do czasu.

Przebudzenie Schumachera, jak moglibyśmy określać ten moment w jego karierze, nastąpił 3. lipca, podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii. To właśnie podczas tego wyścigu Niemiec dowiózł pierwsze punkty dla zespołu – aż 4 – wyprzedzając nie tylko zespołowego kolegę, ale i swojego rodaka – Sebastiana Vettela. Podczas wyścigu sprinterskiego przed GP Austrii niewiele brakowało, by utrzymał się w pociągu DRS za Kevinem Magnussenem, odpierając tym samym atak Hamiltona i dowożąc kolejny punkcik. Wyszło, jak wyszło, ale zdeterminowany Mick pokazał, co potrafi już dzień później, dojeżdżając do mety na wysokiej, 6. pozycji podczas wyścigu o Grand Prix Austrii. 

Można by się zastanawiać, czy teoria o 1,5 sezonu rozpędu ma sens – i zapewne do mniej lub bardziej sensownych wniosków dojdziemy. Osobiście jestem jednak innego zdania: tym, co stanowiło główny hamulec w karierze Micka Schumachera było jego nazwisko. Czy też, mówiąc wprost – chora presja, jaką wywierali (i nadal wywierają) na nim dziennikarze, kibice i ogółem świat F1. I to nie tylko w ubiegłym roku, czy też kilka lat temu – już jako junior musiał startować jako Mick Betsch, wykorzystując panieńskie nazwisko swojej matki, Corinny. Opcjonalnie startując jako Mick Junior.

Mamy rok 2020. Zaledwie 21-letni Niemiec podpisuje kontrakt z zespołem Haasa, potwierdzając starty w Formule 1. Cokolwiek nie działoby się wcześniej, jakkolwiek media nie pompowałyby balonika, widząc nazwisko tego Schumachera (bo, dziwnym trafem, średnio radzący sobie David – syn Rolfa – nie wzbudzał takich emocji), pojawienie się Micka wśród «najlepszych» z najlepszych jeszcze bardziej rozpędziło tę karuzelę.

Wprawdzie Mick Schumacher niejednokrotnie w wywiadach dawał do zrozumienia, że nie odczuwa żadnej presji, a nazwisko to tylko impuls do działania, motywacja do gonienia za marzeniem z dzieciństwa, do wykonywania ogromnego wysiłku. Nie przeczę temu, nie uważam, żeby Mick mijał się z prawdą – skłaniam się jednak ku teorii, że mniej lub bardziej psychicznie musi odczuwać ciężar swojego nazwiska, musi widzieć nie do końca realne oczekiwania, nakładane na niego przez niejednego «eksperta». A to bez wątpienia wpływa na kondycję, morale, samopoczucie.

Zdobycie pierwszych punktów w karierze podczas GP Wielkiej Brytanii zdaje się działać na Schumachera jak woda na młyn. Z przyjemnością oglądało się jego walki na torze, zarówno z Maxem Verstappenem, jak i Lewisem Hamiltonem czy Fernando Alonso. Wspaniale było obserwować, jak młody Niemiec przebija się w górę stawki, rozpędzając nie tylko swój bolid, ale i całą swoją karierę. Bo oto spadło z niego brzemię, ciężar bycia «bezpunktowcem», media dostały to, na czym im zależało – MSC w punktach, jak za dawnych lat. 

I wierzę, że ostatnie dwa wyścigi zamkną usta nie tylko niedowiarkom, ale i roszczeniowcom wśród dziennikarzy. Zresztą sam Mick Schumacher liczy, że pierwsze punkty zakończą pytania na jego temat. Czy tak będzie – czas pokaże. Pewne jest jedno: nikt nie powie, że Schumacher jest kierowcą pokroju Latifiego, który w tym roku nadal jest bez punktów, a najwyższą przez niego zdobytą w karierze pozycją była siódma w zeszłorocznym GP Węgier.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze