Najlepsze historie nie rodzą się z sukcesów – taka jest myśl przewodnia nadchodzącej książki „My Greatest Defeat”, napisanej przez będącego twarzą Formuły 1 Willa Buxtona. Autor swojej pierwszej książki opowiedział Tomaszowi Kubiakowi i Roksanie Ćwik, jak w jego rękach znalazły się najbardziej poruszające nieopowiedziane historie legend wyścigów i dlaczego każdy powinien dzielić się swoimi trudnościami oraz dawać upust negatywnym emocjom.

Panie Buxton, porozmawiajmy o twojej książce „My Greatest Defeat”. Musimy przedstawić ją naszym czytelnikom, więc powiedz, o co w niej chodzi.
To dwadzieścia wywiadów z dwudziestoma żyjącymi legendarnymi kierowcami: z Formuły 1, IndyCar, NASCAR, Le Mans i rajdów. Chodzi pokrótce o to, aby odkryć, jaki był najgorszy moment dla każdego z nich i w większości przypadków nie ma to nic wspólnego z wyścigami.

Poprzez przeprowadzanie tych wywiadów oraz pisanie książki, zobaczyłem jak bardzo ważne – zwłaszcza w obecnych czasach – jest, aby zrozumieć, że za wizjerami kasków kryją się zwykli ludzie, tacy jak wy i ja. Wszyscy przechodzimy przez trudności – mamy problemy ze zdrowiem psychicznym i akceptacją tego, czy jesteśmy na właściwej ścieżce życiowej.

Mam nadzieję, że ludzie czytający tę książkę, jeśli sami nie radzą sobie na swojej drodze, będą mogli spojrzeć na tych wspaniałych bohaterów męskiego świata, w którym nie można przyznać się do słabości i kruchości…, jeśli zobaczą, że oni także przechodzą przez trudności, może wyciągną z tego życiową lekcję – nawet jeśli tylko z jednej historii. Taka jest moja nadzieja związana z tą książką i o to właśnie w niej chodzi.

Co skłoniło cię do podjęcia tematu?
To było podczas lotu. Jednego z wielu setek, jakie odbywamy w ciągu roku wykonując tę pracę. Oglądałem dokument na temat rywalizacji Ferrari i Forda w latach 60. w Le Mans – o tym, jak Ford ponosił klęskę, wracał, ponosił klęskę, znów wracał i ponosił kolejną klęskę. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że wspaniałe historie w naszym sporcie niekoniecznie rodzą się z sukcesów, ale z porażek – tego, jak na nie reagujemy i jak czynią nas silniejszymi w kolejnym sezonie.

Chciałem więc dowiedzieć się, kiedy w swoich karierach mieli ten moment porażki, który wydobył z nich coś lepszego. Sądziłem jednak, że będzie to wyścig – książka oryginalnie miała nosić tytuł „Wyścig, który złamał mi serce”. Rozmawiałem o pomyśle z kilkoma kierowcami, a oni odpowiedzieli: „słuchaj, fajnie byłoby coś razem zrobić, ale to brzmi jakby ludzie mieli mi współczuć przez to, że nie wyszedł mi jakiś jeden wyścig”.

Skłoniło mnie to do myślenia, a następnie miałem umówiony wywiad z Nikim Laudą. Przed pójściem zapytałem kilku dziennikarzy, jaki był jego najgorszy moment, na co ktoś odpowiedział: „wiemy, że stracił samolot, gdy prowadził linie Lauda Air”. Pomyślałem: „oczywiście”, a później poszedłem na wywiad. Zapytałem, o czym chciałby porozmawiać, a on odparł, że to moja książka. Powiedziałem więc: „tak, ale jaki był twój najgorszy moment? Czy był to rok 1976, 1977, powrót do Ferrari, gdzie byłeś niechciany, czy… wiem, że dotknęła cię katastrofa samolotu?”. Powiedział, że chodziło o samolot i gdy zapytałem, czy chciałby o tym opowiedzieć, powiedział, że tak.

Rozmawialiśmy o tym i tak się zaczęło. Zdałem sobie wtedy sprawę, że choć wywiady będą z kierowcami wyścigowymi, ich historie mogą nie dotyczyć ścigania, prowadzenia, czy tej całej bańki, a czegoś zupełnie innego. To opowieść o ludziach, ludzkiej duszy, psychice i tym, jak nasze mózgi oraz emocje mogą zaciągnąć nas w najczarniejsze zakątki, ale też mają siłę nas stamtąd wyciągnąć. Tak właśnie się zaczęło.

Skoro podejmujesz temat, musisz pewnie sądzić, że to zagadnienie często jest pomijane.
Wiecie, książka wychodzi w czasach, gdy mówi się nam, że trudności życiowe są czymś normalnym, ale wcześniej się o nich nie mówiło. Z pewnością, gdy ja dorastałem, zwłaszcza w Anglii, mówiono mi, że powinienem zachowywać zimną krew, że trzeba być silnym człowiekiem i nie rozmawiać o swoich uczuciach lub emocjach. Teraz jednak żyjemy w czasach, gdzie mówienie o tym jest akceptowane, a problemy psychiczne są traktowane poważnie.

One są poważnym problemem – samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci poniżej 40. roku życia. Wmawiano nam, że nie wolno mówić o emocjach, ale one nas niszczą, jeśli nie damy im upustu. Kiedy zwichniemy kostkę, otrzemy nogę czy się zatniemy, owijamy miejsce bandażem. Idziemy do lekarza, gdy nie możemy poradzić sobie z bólem głowy. Kiedy jednak coś jest nie tak z naszą psychiką, nie szukamy pomocy – dlaczego? Z jakiego powodu mamy traktować to inaczej?

Poprzez przeprowadzanie wywiadów wiele nauczyłem się o sobie. Długo nie radziłem sobie w swoim życiu z akceptacją mojego miejsca na świecie… i byciem szczęśliwym. Myślę, że w przypadku wielu osób występujących przed kamerą, ukrywa ona wiele trudności emocjonalnych oraz skrępowanie, które w nas tkwi. Trudno jest o tym opowiadać, ale poprzez rozmowy z kierowcami nauczyłem się przyznać do tego, co wydarzyło się w mojej przeszłości i zyskać równowagę. Mam nadzieję, że książka pomoże w tym samym komuś, kto ją przeczyta.

Wspominałeś o Nikim Laudzie. Jakie są inne przykłady? Rozmawiałeś z Alexem Zanardim…
Zanardi jest niesamowity. To najwspanialszy człowiek, jakiego znamy. Najgorszym momentem nie była dla niego utrata nóg – dla niego była to chwila, w której odnalazł inną część swojego życia i co pozwoliło mu osiągnąć tyle, że nie postrzega tego za swój moment porażki. Co ciekawe, jego historia dotyczy akurat Formuły 1 i tego jak odszedł z Champ Car, aby dołączyć do Williamsa.

Alex jest bardzo filozoficzną osobą, co poprowadziło nas w bardzo fascynującą dyskusję o tym, jak to trzeba być ostrożnym w życiu, aby wybrać właściwą ścieżkę – czy podążać za swoją pasją czy ambicjami, a także o tym, jak trudno jest między nimi rozróżnić. O ile ambicje mogą nas zaprowadzić w niewłaściwym kierunku, bo myślimy, że tam właśnie należy iść, to pasja – to, co naprawdę się kocha – w ostateczności zaprowadzi nas na właściwą ścieżkę. O tym, która jest która, wiemy jednak dopiero po fakcie. Dopóki nie obejrzymy się za siebie, nie wiemy czy dobrze wybraliśmy. To była fascynująca i wspaniała rozmowa, bo okazała się bardzo filozoficzna.

Historia Ariego Vatanena łamie serce i bardzo trudno się ją czyta. Legenda rajdów prawie zginęła w potężnym wypadku podczas Rajdu Argentyny. Popadł w głęboką depresję, podczas której wierzył, że ma chorobę, która go zabije.

Jak mówiłem, nasz mózg potrafi zabrać nas bardzo nisko, ale też potrafi nas z tego wyciągnąć. Są historie o alkoholizmie, depresji, zależności, śmierci – wiecie, same budujące tematy! Mam nadzieję, że możemy coś z tego wyciągnąć oraz pomóc sobie wiedząc, że ci wspaniali bohaterowie, których postrzegamy jako niezniszczalnych, byli złamani, ale powrócili i wspięli się na wyżyny swojej świetności – nie tylko na przekór tym trudnościom, ale często dzięki nim, dzięki temu, jak silnymi ich to uczyniło.

Wiele osób z padoku miało swoje chwile słabości, ale próba podniesienia tematu najczęściej kończy się byciem wyśmianym…
Tak, bo dorastaliśmy z nastawieniem, że nie należy o tym rozmawiać, że trzeba sobie z tym poradzić i iść dalej… a to jest choroba, z którą, jeśli nic nie zrobimy, może nas w końcu zabić, albo mieć wpływ na całe nasze życie i nigdy nie będziemy szczęśliwi. Wiecie, jeśli cały czas dokucza ci biodro i sprawia taki ból, że nie możesz chodzić, a nic z tym nie zrobisz, do końca życia nie wykonasz żadnego kroku, który nie sprawi ci bólu i tak samo jest w tym przypadku.

Więc tak, uważam, że powinniśmy o tym rozmawiać i mam nadzieję, że widząc jak ci goście, którzy przez lata zakładali kask i wypierali się emocji…, że w końcu musieli się z nimi zmierzyć i gdy to zrobili, uwolniło ich to i pozwoliło żyć. Mam nadzieję, że taki będzie skutek tych historii, że po przeczytaniu ich zasiądziecie z nami do stołu. Usłyszycie ich głosy, ich słowa i znajdziecie się tam ze mną i z nimi, razem.

Nie będę prawić morałów, bo to jest wasze zadanie – aby wyciągnąć z tych historii to, co jest potrzebne w waszej sytuacji. Niektóre z tych historii nie będą wam bliskie, ale do niektórych będziecie mogli się odnieść. Mam nadzieję, że dam ludziom, którzy mają trudności, narzędzie do tego, by sobie z nimi poradzić i zostawić je za sobą.

Postanowiłeś przepisać wywiady niemal słowo w słowo.
Tak, oczywiście, bo chciałem, abyście usłyszeli ich głosy. Każdy rozdział będzie czytać się inaczej – dokładnie tak, jak mówili. Konstrukcja zdań będzie się różnić, pojawią się błędy gramatyczne i językowe, bo nie mówimy w doskonały sposób. Tak, jak pisząc samemu, staram się robić to swoim głosem, w przepisywaniu wywiadów starałem się mocno, aby napisać w taki sposób, jak mówili. Korektorzy byli fantastyczni i w ogóle tego nie zmienili, zatem mam nadzieję, że w trakcie czytania usłyszycie ich głosy i poczujecie się jakbyście siedzieli przy stole z Miką Häkkinenem, Alainem Prostem, Bobbym Unserem, Jeffem Gordonem czy Tomem Kristensenem.

Opowiedz nam o emocjach.
Przeprowadzanie wywiadów było czymś niesamowitym i niektóre z nich były bardzo emocjonalne. Nie brakowało łez po stronie kierowców, a czasem również po mojej. Odsłuchanie nagrań znów wywołało emocje, bo słysząc wszystko ponownie, wydaje się to mieć głębszy przekaz. Później, przepisując i czytając na nowo, naprawdę docierały do mnie ich słowa.

Co jednak naprawdę mnie poruszyło, to kiedy wysłałem to w świat i do wydawców. Niektóre z ich reakcji – szczególnie od gości z Evro, którzy wydają książkę – gdy ją dogłębnie przeczytali, powiedzieli: „wow, nigdy wcześniej nie słyszeliśmy tego od tych osób albo mieliśmy tylko skrawki historii, które tu są opisane w szczegółach”. Na każdym kroku odczuwałem zatem emocje, ale za każdym razem w nieco inny sposób. To była wspaniała przygoda.

Czy są plany wydania audiobooka?
Problem w tym, że… oczywiście nagrywałem wszystkie wywiady, ale niektóre z nich były przeprowadzone przez telefon albo przy słabym internecie, zatem jakość jest…, ale to byłby idealny materiał na audiobook. Zatem, gdybym mógł znaleźć kogoś, kto potrafiłby naśladować głosy tych dwudziestu kierowców, wtedy jest na to szansa. Jeśli więc czyta to ktoś uzdolniony na tyle, by mówić jak Alain Prost, Ari Vatanen, Mika Häkkinen, Niki Lauda i cała reszta, zgłoś się, bo mamy dla ciebie robotę!

Masz jeszcze kogoś na swojej liście?
Co ciekawe, było wielu kierowców… z niektórymi zacząłem rozmawiać i albo zespół interweniował albo sami się wycofali, bo ich to przerastało. Niektórzy zgodzili się, a później rezygnowali, niektórzy wprost odmówili, a wielu z nich to obecni zawodnicy, bo jak sądzę, okazanie słabości w tym świecie jest bardzo trudne, gdy ma się świadomość, że rywale by to wykorzystali.

Mam nadzieję, że kiedy przejdą na emeryturę, zastanowią się nad tym i możemy mieć drugą część. Wciąż jest wielu kierowców, z którymi chciałbym porozmawiać, a co mi się nie udało, bo uznaliśmy, że dwadzieścia to dobra liczba. Chciałbym zaangażować w to AJ Foyta, Parnelliego Jonesa, Jacky’ego Ickxa czy innych – prawdziwe legendy, dla których zabrakło czasu albo miejsca. Chciałbym więc kiedyś napisać drugą część.

Mało było tych, którzy od początku nie wierzyli w mój pomysł. Wszyscy rozumieli, o co mi chodzi, ale nie wszyscy potrafili otworzyć się w danym momencie. Miejmy nadzieję, że gdy zobaczą książkę, przeczytają ją i im się spodoba, zechcą być w drugiej części, jeśli taka powstanie.

Kiedy wychodzi książka?
30 maja w Wielkiej Brytanii i jak sądzę w Europie, a w lipcu jest drukowana w Stanach. Można ją zamówić na stronie Evro Publishing. Myślę, że będzie też dostępna do pobrania, bo rynek ebooków jest oczywiście całkiem spory.

Niektórzy mówili o tym, byś porozmawiał z Felipe Massą, Robertem Kubicą czy Robertem Wickensem…
Więc tak, Felipe jest w książce. To ciekawe, bo chciałem ograniczyć ją dla mistrzów, bo oni są wyznacznikiem sukcesu w sporcie. Zapytacie więc, dlaczego umieściłem Felipe? Dlatego, że dla mnie był mistrzem przez jakieś 30 sekund, a to jak sobie poradził z utratą tytułu uczyniło go mistrzem w moich oczach… a to jest moja książka, więc umieszczę go, jeśli będę chciał! Uważam też, że jego historia bardzo przemawia.

Mogłem umieścić Roberta [Kubicę] i rozmawiałem z nim o tym, ale co mu powiedziałem – i co jak sądzę zrozumiał – to, że nie chciałem przeprowadzić wywiadu, dopóki jego przygoda nie zatoczy pełnego koła. Nie chciałem robić materiału w zeszłym roku, kiedy były wątpliwości, a historia byłaby niekompletna.

Co do Roberta [Wickensa]… ma już swój egzemplarz. Jest jedną z niewielu osób, do których go wysłałem. To wspaniały człowiek oraz znakomity kierowca i przyjaciel. Życzę mu wszystkiego najlepszego i jeżeli ktoś może się wygrzebać z takiej sytuacji, to właśnie on.

Czy trudniej być autorem czy dziennikarzem?
Świetnie jest być tym i tym.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race