Z aktualnych kierowców F1 jedynie Sebastian Vettel i Lewis Hamilton tryumfowali w Grand Prix Singapuru. W tym roku jednak szansę ma również Max Verstappen. Dla Vettela kluczowe jest tym razem nie zwycięstwo, a pokonanie kolegi z zespołu.

Kontratak Red Bulla

Zarówno Vettel jak i Hamilton mają na koncie cztery zwycięstwa w Singapurze. Obaj także czterokrotnie zdobywali tu pole position. Kto wie jednak czy w Singapurze tym razem to nie Mercedes ani Ferrari będzie dyktować warunki, ale Red Bull.

Po dwóch trudnych weekendach Red Bull ma szansę powrócić do wygrywania. Max Verstappen o ostatnich dwóch wyścigach najchętniej by zapomniał. Zawodnik ostatnio chwalony za bezbłędną i regularną jazdę, dwa razy z rzędu uczestniczył w kolizji na pierwszym zakręcie. Nie będzie to jednak miało znaczenia w Singapurze, który jest torem znacznie bardziej odpowiadającym Red Bullowi niż Spa-Francorchamps i Monza. 

W zeszłym roku w Singapurze wszystkich zachwyciło okrążenie w kwalifikacjach Lewisa Hamiltona, ale Verstappen nie był wtedy wiele gorszy. Startował tu z pierwszego rzędu w ostatnich dwóch sezonach, a tym razem po raz pierwszy przyjeżdża do Singapuru mając na koncie już dwa zwycięstwa. Może w końcu w tym roku Red Bull zatryumfuje, po tym jak w ostatnich pięciu sezonach ich zawodnicy dojeżdżali tu na drugim miejscu.

Kluczowe dla Verstappena będą kwalifikacje. Zdobywca pole position wygrał tu w ostatnich dziesięciu latach osiem razy. Wyprzedzanie nie jest tu łatwe, ale może pomogą trzy strefy DRS.

Partner Verstappena z zespołu Alexander Albon po raz pierwszy będzie miał szanse walczyć o najwyższe pozycje i to w wyścigu rozgrywanym blisko rodzimej Tajlandii. Jednak Albon nie jechał tu nigdy wcześniej. Sam mówi, że jest jeszcze za wcześnie, by był w stanie wykrzesać ze swojego samochodu cały potencjał. Zwłaszcza na tak wymagającym torze.

Vettel musi przeciwstawić się Leclercowi

Nikt nie stał na podium w Singapurze tyle razy co Sebastian Vettel. Jak dotąd udało mu się to już siedem razy. Niemcowi tym razem trudno będzie na jednym ze swoich ulubionych torów włączyć się do walki o zwycięstwo, ze względu na charakterystykę najnowszego modelu Ferrari. Vettela czeka jednak równie ważna konfrontacja ze swoim zespołowym kolegą.

Zwycięstwo Charlesa Leclerca w Monza uczyniło z niego bohatera tifosich. Dodatkowo miało się wrażenie, że w Ferrari następuje symboliczna zmiana warty i oto w zespole pojawia się nowy lider, który niesie ze sobą nowe nadzieje na przyszłość. Vettel dla odmiany pojechał koszmarny wyścig, po tym jak drugi raz z rzędu obrócił się podczas domowego wyścigu Ferrari i dodatkowo dostał karę za niebezpieczny powrót na tor. Ta kara sprawia, że brakuje mu już tylko trzech punktów do przymusowego opuszczenia wyścigu.

Napięcie między kierowcami musi być spore, po tym w jaki sposób Leclerc wygrał kwalifikacje we Włoszech. Miał tam pomóc Vettelowi, holując go w swoim aerodynamicznym cieniu, ale nie zrobił tego. Usprawiedliwia go częściowo chaos w tamtych kwalifikacjach i najprawdopodobniej fakt, że Vettel nie zdążył dojechać do linii startu, był po prostu nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, ale fakt, że nawet podczas rundy honorowej Mattia Binotto przypomniał Leclercowi o tym incydencie, mówiąc, że zwycięstwem odkupił swoje winy, świadczy o tym jak dużym było to problemem. Takie incydenty mają znaczenie. Właśnie nietrzymanie się przez Lewisa Hamiltona procedury w kwalifikacjach do Grand Prix Węgier 2007 było zapalnikiem, od którego zaczęła się prawdziwa wojna w McLarenie, w wyniku której z zespołu odszedł Fernando Alonso. Czy to co zrobił Leclerc w kwalifikacjach na Monzy można porównać do Węgier 2007?

Można się domyślić, że Leclerc został po kwalifikacjach obsztorcowany, ale po wyścigu wszyscy musieli przyznać, że lepiej, że to on startował z pole position. Monakijczyk umie udowadniać swoją wartość na torze, w przeciwieństwie do Vettela. Niemiec jest zawodnikiem, który w ciągu ostatnich dwóch lat obrócił swój samochód podczas wyścigu więcej razy niż ktokolwiek inny.

Widać, że Ferrari może dobrze wyjść na tym, że pozwoli Leclercowi być egoistą i skupić się na wygrywaniu. Dynamika wydarzeń spycha Vettela do roli kierowcy numer dwa. Na początku sezonu preferowanie Sebastiana było logiczne, teraz jest odwrotnie. W historii bywało już, że młody talent przyćmiewał starego mistrza w jednym zespole. Hamilton-Alonso to jeden przykład, ale najsłynniejszy to Senna-Prost.

Po tym jak Ayrton Senna wygrał  kwalifikacje sześć razy z rzędu Alain Prost wiedział, że musi podjąć walkę wszystkimi dostępnymi środkami, albo odejść. Vettel przegrał już siedem kwalifikacji z rzędu, w tym w Belgii i z pewnością wie, jak poważna jest to sytuacja. Z pewnością czuje, że jego zespołowy partner zdobywa przychylność teamu, co jest jeszcze ważniejsze niż wyniki i było kiedyś decydujące w odejściu Alonso, a także Prosta, z McLarena.

Czy Vettel ma dokąd odejść? W Red Bullu jest Verstappen. Czy tam sytuacja Niemca nie byłaby jeszcze trudniejsza? Ferrari ciągle wydaje się najlepszą opcją i dlatego Seb musi podjąć walkę o to, by zespół znowu w niego uwierzył. Inaczej z pewnością nigdy już nie będzie mistrzem świata. Dlatego dobry występ w Singapurze, gdzie jak dotąd zawsze był świetny, ma dla niego kluczowe znaczenie.

Coraz więcej wyjaśnia się  w środku stawki

Po dwóch bardzo pechowych weekendach McLaren będzie chciał się odbudować i potwierdzić swoją supremację w Formule 1.5. Po świetnym występie Renault w Monza wygląda na to, że francuski zespół przezwyciężył kryzys i ich pozycja na piątym miejscu w klasyfikacji konstruktorów znowu jest bardzo pewna. Pokazać się w Singapurze z dobrej strony na pewno będzie chciał Nico Hulkenberg, który po tym jak Romain Grosjean podpisał kontrakt z Haasem na kolejny sezon musi zacząć oswajać się z myślą o końcu kariery w F1. Szansą dla Niemca może okazać się Alfa Romeo, ale wobec coraz lepszych występów Giovinazziego,  jedyną nadzieją pozostaje Red Bull, ale ta możliwość pojawi się wyłącznie wtedy jeśli Alexander Albon kompletnie się nie sprawdzi. Na razie nic na to nie wskazuje. Dla Hulkenberga jednak nawet mała szansa w Red Bullu jest lepsza niż kolejny sezon bez szans na podium.

Również dla Roberta Kubicy, który po tym sezonie kończy współpracę z Williamsem, wybór Haasa oznacza niemal na pewno koniec nadziei na dalsze ściganie się w F1. Ma jeszcze siedem wyścigów, by pokazać się z dobrej strony. Może w Singapurze, na torze ulicznym, uda mu się w końcu wygrać walkę z George’em Russellem i dostarczyć swoim kibicom nieco pozytywnych emocji.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Wyniki

Partnerzy

rally and race