Do walki o zwycięstwo o Grand Prix Rosji najprawdopodobniej staną Mercedes i Ferrari, czyli zespół, który jak dotąd w Rosji wygrywał zawsze i zespół, który wygrał ostatnie trzy wyścigi. Oba teamy przystąpią do wyścigu w skrajnie odmiennych nastrojach.

Kłopoty Mercedesa

Wszyscy przyzwyczaili się już do myśli, że Mercedes w tym sezonie jest niepokonany i pewnie zmierza po tytuł w obu klasyfikacjach. Lewis Hamilton ciągle jest niezagrożony na czele klasyfikacji kierowców, ale jego pozycja jest spuścizną dominacji w pierwszej części sezonu. Od tamtego czasu jednak wiele się w F1 zmieniło.

Mercedes w ostatnich siedmiu Grand Prix wygrał tylko dwa razy. Podobną serię team miał na początku zeszłego roku, ale jeśli przegra również w Rosji, będzie to czwarty wyścig bez wygranej z rzędu, co będzie najgorszą serią od początku ich dominacji w 2014 roku. Kto by się tego spodziewał po najlepszym początku sezonu w historii?

Tak naprawdę na początku sezonu przewaga Mercedesa nie była wcale ogromna. Byli jednak perfekcyjni i bezlitośnie wykorzystywali słabości innych. Teraz wyraźnie stracili sporo z tej zwycięskiej mentalności. Nie przypadkowo Lewis zaczął po wyścigu w Singapurze krytykować występ zespołu już podczas okrążenia zjazdowego. Doskonale widzi co się dzieje. Nie trzeba wnikliwej analizy na powyścigowej odprawie, by zobaczyć, że Mercedes przegrał w Singapurze na własne życzenie. Wygrana była w ich zasięgu. W kluczowym momencie, kiedy mechanicy zespołu Red Bulla pojawili się w alei serwisowej, by przyjąć Maxa Verstappena, Ferrari zareagowało natychmiast kierując Vettela do boksu, Mercedes zareagować nie zdążył, mimo że to oni pierwsi powinni byli postawić na undercut. Potem, chroniąc liczącego na samochód bezpieczeństwa Hamiltona przed Alexandrem Albonem, Mercedes zepsuł wyścig Valtteriemu Bottasowi, ostatecznie rozwiewając złudzenia wszystkich, którzy wierzyli, że Fin walczy jeszcze o mistrzostwo. Zespół doskonale wie jak bardzo poniżej ich normalnych standardów był występ w Singapurze i w Rosji będą tym bardziej zmotywowani, by nie popełniać niewymuszonych błędów.

Szansa Bottasa

Valtteri Bottas w tym sezonie znów potwierdza, że jest w Mercedesie numerem dwa. Jest szybki, w kwalifikacjach często szybszy od Hamiltona, co jest ogromnym osiągnięciem, ale nie potrafi utrzymać równej, wysokiej formy przez cały sezon. Wydaje się, że Lewisa nie stresują zbytnio okazjonalne porażki z Bottasem, gdyż cały czas ma głębokie przekonanie, że podczas całego sezonu Fin nie ma z nim szans. Jak dotąd rzeczywistość to potwierdza.

Valtteri miał już trochę czasu, by pogodzić się z utratą nadziei na mistrzostwo, ale teraz musi też przyzwyczaić się do myśli, że utrzymanie drugiej pozycji i wywalczenie wicemistrzostwa, co byłoby dla niego życiowym sukcesem, również nie będzie łatwe. Verstappen w Meksyku i Brazylii może być równie szybki jak rok temu, a Charles Leclerc ostatnio po prostu dominuje w F1. Obaj mają na koncie równo 200 punktów, czyli 31 mniej niż Bottas, co na sześć wyścigów przed końcem sezonu nie jest bezpieczną przewagą.

Z pewnością Bottas nie może sobie pozwolić na przyjeżdżanie do mety na piątym miejscu tak jak w Singapurze. Fin musi upomnieć się o wsparcie teamu. Jak dotąd Valtteri nie ma na tym polu sukcesów. Tydzień temu jego wynik został poświęcony dla dobra zespołu, a rok temu w Rosji kazano mu oddać Hamiltonowi zwycięstwo. Rewanż za tę przysługę jak dotąd nie nastąpił. Może najwyższy czas na to, by Mercedes zaczął bardziej troszczyć się o wyniki zawodnika, który nie raz poświęcił się dla teamu, zwłaszcza, że mistrzostwo Lewisa jest już praktycznie pewne.

Soczi to jeden z ulubionych torów Bottasa. Fin jak dotąd zawsze był tu szybki, a Mercedes jak dotąd wygrywał tu zawsze. Nawet jednak jeśli Valtteri poradzi sobie z Hamiltonem, na drodze mogą stanąć mu zawodnicy Ferrari. Na długich prostych odcinkach w Soczi moc Ferrari może być rozstrzygającym atutem. Jeśli Ferrari udało się wygrać w Singapurze, dlaczego mieliby nie wygrać w Soczi?

Ferrari niespodziewanym faworytem

O ile wygrane Ferrari w Belgii i Włoszech nie były niespodzianką, to ich forma w Singapurze była prawdziwym zaskoczeniem dla rywali. Pokazuje ona, że Ferrari udało się w końcu przekształcić swój samochód w maszynę zdolną wygrywać na każdym torze. Systematyczna praca nad rozwojem samochodu w końcu przyniosła owoce i możliwe, że zespół z Maranello zdominuje drugą część sezonu, czego podczas wakacyjnej przerwy nie spodziewał się nikt. Wygrali już trzy wyścigi z rzędu, co udało im się po raz pierwszy od 11 lat. Gdyby wygrali kolejny byłaby to najlepsza seria od czasów tryumfów Michaela Schumachera.

Vettel kontra Leclerc

Sebastian Vettel musiał wygrać w Singapurze i wygrał, ale zrobił to w bardzo szczęśliwy sposób. O jego zwycięstwie przesądził fakt, że jego okrążenie wyjazdowe po pit stopie, było znacznie szybsze niż spodziewał się tego jego własny zespół. Było to rzeczywiście świetne okrążenie, ale przez resztę weekendu Seb pozostawał w cieniu Charlesa Leclerca i to na jednym ze swoich ulubionych torów.  Jego zwycięstwo to nagroda za rozczarowania w Kanadzie i kwalifikacjach w Monza. Nie sposób jednak nie mieć wrażenia, że to trochę nagroda pocieszenia, a nie prawdziwy come back. Vettel pokazał, że w walce z Leclerkiem nie składa broni, ale coraz mniej osób wierzy w jego ostateczne zwycięstwo.

Leclerc szybko opanował swój gniew i na podium radośnie celebrował podwójne zwycięstwo Ferrari, co pokazało jego dojrzałość i jeszcze wzmocniło jego pozycję. Wygrał z Vettelem już osiem kwalifikacji z rzędu i trzy razy z rzędu był na pole position, a rok temu w Soczi wywalczył siódme miejsce jadąc Sauberem. Obserwując karierę Monakijczyka ma się wrażenie, że robi widoczne postępy z każdym wyścigiem. Od dawno widziano w nim przyszłego mistrza świata, ale Charles wygląda w tej chwili na przyszłą legendę Ferrari, jak Schumacher czy Lauda. Ma szansę na to, co nie udało się ani Alonso, ani Vettelowi.

Ten kontekst sprawia, że jak bardzo mili nie byliby dla siebie kierowcy Ferrari poza torem, stawka ich rywalizacji na torze jest tak duża, że ostre starcie wydaje się nieuniknione. W Soczi i do końca sezonu, głównym rywalem Vettela, będzie Leclerc, a forma zespołu wskazuje, że mogą walczyć między sobą o zwycięstwa.

Deszcz nadzieją dla Red Bulla

Red Bull wycofał się z walki o Grand Prix Rosji jeszcze przed startem, kiedy Honda zapowiedziała nowe komponenty jednostki napędowej dla wszystkich swoich samochodów. Japończykom zależy, by mieć najnowszą specyfikację silnika przed swoim domowym wyścigiem w Suzuka. Kary na starcie raczej odbiorą Red Bullowi szansę na walkę o zwycięstwo, choć jak wiadomo w F1 wszystko może się wydarzyć.

Red Bull może liczyć na deszcz. W Soczi nie widzieliśmy jeszcze nigdy deszczowego (ani naprawdę ciekawego) wyścigu. Prognozy sugerują, że to może się zmienić, gdyż na weekend zapowiadane są opady, nie wiadomo jednak czy deszcz spadnie akurat podczas wyścigu, bądź kwalifikacji. Byłby to dodatkowy czynnik, który uczyniłby wyścig mniej przewidywalnym. Max Verstappen udowodnił już rok temu, że wie jak wyprzedzać na torze w Soczi, a jego talent do jazdy w deszczu jest powszechnie znany.

Walka w środku stawki ciągle zacięta

Grand Prix Singapuru potwierdziło, że Mclaren i Renault coraz bardziej dominują w środku stawki. Lando Norris był niezagrożony na siódmym miejscu, a Nico Hulkenbrg dojechał dziewiąty, mimo wielu przygód. Ilość manewrów wyprzedzania w środku stawki w Singapurze była wyjątkowo duża i z pewnością kibice życzyliby sobie powtórki w Soczi, ale nie zanosi się na to w wyścigu z bardzo małym zużyciem opon. Nadzieje na więcej akcji daje ewentualny deszcz.

Dobre wyniki Williamsa i Force India w Soczi w poprzednich sezonach uwidaczniają rolę mocy silnika na torze w Soczi. W tym roku jednak sprzyjać to powinno zawodnikom Alfa Romeo i Haas, dysponującym silnikami Ferrari. Alfa Romeo będzie chciało nawiązać do zeszłorocznego świetnego występu Leclerca w ich barwach. Co prawda ostatnio Kimi Raikkonen stracił nieco z regularności, którą imponował na początku sezonu, ale za to punktować w końcu zaczął Giovanazzi. Jeśli Alfa wierzy jeszcze, że może powalczyć o wyższe niż ósme miejsce w klasyfikacji, to z Rosji musi przywieść przyzwoity wynik. Haas w końcu jednoznacznie stawia na specyfikację, która jest nieco zmodyfikowaną wersją samochodu z Melbourne. Soczi, z torem słynącym z małego zużycia opon może być dla Haasa najlepszą (jedyną?) szansą na punkty, w tej części sezonu.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race