Ferrari wygrałoby w Australii nawet bez awarii Verstappena?

Sergio Pérez uważa, że podczas Grand Prix Australii był tylko jeden faworyt i nie był nim Red Bull Racing. Helmut Marko ma jednak odmienne zdanie na ten temat.

Ostatni raz, kiedy na podium nie stanął żaden kierowca Red Bulla, był w 2020 roku podczas Grand Prix Bahrajnu. Tak było aż do minionego weekendu, kiedy po prawie czterech latach, na podium australijskiego Albert Park, nie znalazł się żaden reprezentant Czerwonych Byków. Max Verstappen przez problemy z hamulcem zakończył wyścig krótko po jego rozpoczęciu, a Sergio Pérez dojechał do mety jako 5.

«Checo» zdawał sobie sprawę, że ten weekend nie należał ani do niego, ani do jego drużyny: „Jako zespół po prostu nie mieliśmy dzisiaj tempa. Przez cały weekend nie mieliśmy tempa. Mieliśmy problemy już od piątku i nie udało nam się opanować zarządzania oponami. Myślę, że musimy to zaakceptować i upewnić się, że jesteśmy w stanie się poprawić”.

Perez zapytany również, czy jego zdaniem Ferrari wygrałoby, gdyby Verstappen pozostał w wyścigu, odpowiedział: „Zdecydowanie tak”.

„Mieliśmy problemy już na początku, mogliśmy zauważyć, że Ferrari i McLaren byli o krok przed nami. Myślę, że po prostu nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej równowagi, czeka nas jeszcze sporo pracy przed nadchodzącymi wyścigami. Już w zeszłym roku widzieliśmy na torze tego typu – na przykład w Las Vegas, gdzie nacisk kładziony jest na przednią oś – że Ferrari było znacznie silniejsze od nas, więc po prostu nie potrafiliśmy odpowiednio dbać o przednie opony".

Z Meksykaninem nie zgadza się doradca Red Bulla, Helmut Marko: „Rozmawiałem z Maxem i powiedział, że pomimo problemów stosunkowo łatwo dotrzymał tempa Sainzowi. Gdyby Max brał udział w wyścigu, wynik byłby zupełnie inny”.

Perez nie miał wątpliwości, że wyścig mógł wyglądać zupełnie inaczej, jednak najzwyczajniej nie było do tego sposobności: „Tak, wyścig wyglądałby trochę inaczej niż wyglądał, gdybyśmy podczas pierwszego przejazdu praktycznie nie utknęli za Russellem. Utrata miejsca na rzecz niego była bardzo szkodliwa i tak… po prostu bardzo zły weekend. Musimy sporo z tego wyciągnąć”.

Na wyciągnięcie wniosków i rehabilitację Red Bull ma aż dwa tygodnie, albowiem następne Grand Prix odbędzie się 7 kwietnia na torze Suzuka.

Źródło: sky.de, motorsportweek.com

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze