Frustracja Márqueza sięga zenitu

Marc Márquez. Sześciokrotny mistrz MotoGP nie może znaleźć rytmu po serii kontuzji, jaki doświadczył w ostatnich latach. Nie pomaga również fakt, że Honda nie jest w stanie dać mu odpowiedniego narzędzia do wygrywania.

Po skomplikowanym złamaniu prawej ręki w 2020 roku, w życiu Hiszpana nie ma spokoju. Pomimo kontuzji, zawodnik MotoGP nie poddawał się i za każdym razem z większym lub mniejszym powodzeniem wracał do rywalizacji. Rok po kontuzji wygrał trzy wyścigi i można śmiało napisać, że dokonał tego, mając w pełni sprawną tylko jedną rękę. Kolejny dramat wydarzył się później, gdzie po wypadku podczas treningu Márquez miał ogromne problemy ze wzrokiem.

Kontuzje i absencja oraz zmiana koncepcji motocykla Hondy na sezon 2022 spowodowały, że Marc nie miał praktycznie żadnego wkładu w rozwój motocykla na sezon 2022. Nie lepiej jest i w tym sezonie. Po pierwszym wyścigu sezonu w Portugalii Hiszpan znów doznał kontuzji, a ta wyeliminowała go z trzech rund sezonu 2023. Powrócił we Francji, gdzie w sprincie był piąty, a wyścigu głównym nie dojechał do mety. Podobnie było we Włoszech, gdzie w sprincie był siódmy, a w niedzielnym wyścigu głównym wypadł z rywalizacji.

Zbierająca się frustracja Hiszpana dała o sobie znać podczas piątkowych treningów przed Grand Prix Niemiec. Na szybkim dojeździe do pierwszego zakrętu spadł ze swojej Hondy, która z impetem uderzyła z wyjeżdżającego z alei serwisowej zawodnika Pramaca, Johanna Zarco. Przerażający incydent zakończył się bez urazów, ale media i kibice bardziej skupili się na tym, co działo się po wszystkim.

Po pierwsze Márquez nawet na chwilę nie zatrzymał się przy Francuzie, który leżał na poboczu niemieckiego toru. O tym, jak się czuje, zapytał dopiero później, jak już był w padoku. Co ciekawe, Márquez obwinił za wszystko właśnie Zarco, co spowodowało burzę w mediach społecznościowych. Hiszpan uważał, że jeżeli ktoś wyjeżdża z alei serwisowej, powinien zachować ostrożność. Na powtórkach widać jednak, że zawodnik Pramaca ogląda się za siebie i spokojnie chce włączyć się do rywalizacji, gdy nagle dochodzi do poważnej kraksy. Swój komentarz w tej sprawie wygłosił sam poszkodowany.

„Podoba mi się, jak jeździ Marc i sposób, w jaki naciska. Jest mistrzem, ale trochę traci kontrolę nad tym, co mówi. Zanim zacznie mówić, powinien dwukrotnie pomyśleć, ponieważ mówienie i sam pomysł, że to moja wina, jest czymś nie do zaakceptowania. Jestem miłym gościem i nie może mnie winić, bo jestem miły” - mówił po wszystkim Zarco.

Problemy Hiszpana nie skończyły się jednak w piątek. W sobotę zawodnik Hondy aż trzykrotnie był na deskach i to w odstępie zaledwie 20 minut w czasie dwóch segmentów kwalifikacji. Wszystko można tłumaczyć mokro-suchą nawierzchnią toru Sachsenring, ale powoli widać, że frustracja Márqueza sięga zenitu, a jego poczynania na torze stają się bardziej niebezpieczne. Jazda na limicie jest widowiskowa, ale czy warto ryzykować życie i zdrowie siebie i innych z powodu tego, że mamy do dyspozycji motocykl, który po prostu nie jest w tym sezonie żadną konkurencją dla Ducati [czy to fabrycznej, czy zespołu klienckiego]?

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze