Słynne wyścigi: Grand Prix Belgii 1998

To był legendarny wyścig. Rozpoczął się od największej w historii kraksy, potem przyniósł moment kluczowy dla losów mistrzostwa, a zakończył się sensacyjnym podwójnym zwycięstwem bardzo lubianego i ważnego dla F1 lat dziewięćdziesiątych teamu.

Po Grand Prix Węgier Michael Schumacher miał siedem punktów straty do Miki Hakkinena. Bardzo potrzebował zwycięstwa w Belgii. Na torze, na którym w ostatnich sześciu sezonach czterokrotnie wygrywał, jedno zwycięstwo stracił przez dyskwalifikację i raz był drugi. Spa-Francorchamps to było królestwo Schumachera.

Damon Hill miał dotąd koszmarny sezon. Jordan dysponował niezłym samochodem, ale pech i awarie sprawiały, że na półmetku sezonu ich dorobek punktowy wynosił zero. Jednak nowy silnik Mugen sprawił, że w drugiej części sezonu zaczęli powoli wyrastać na trzecią siłę w F1. Hill po dziesięciu wyścigach bez punktów, w ostatnich dwóch przyjeżdżał na czwartym miejscu.

Hill w kwalifikacjach zdobył doskonałe trzecie miejsce, przed Schumacherem i za McLarenami Hakkinena i Davida Colutharda, start jednak zupełnie mu nie wyszedł. Świetnie za to wystartowali Jaques Villeneuve i Eddie Irvine. Kanadyjczyk wyszedł na drugie miejsce, Irlandczyk walczył w La Source koło w koło z Coulthardem, wypychając go na zewnętrzną, co umożliwiło Schumacherowi wyjście na trzecie miejsce.

Gdy samochody zaczęły przyspieszać po wyjściu z La Source widoczność stała się natychmiast niemal zerowa. Wtedy właśnie McLaren Coultharda wpadł w poślizg i po odbiciu od bariery przeleciał przez całą szerokość toru tuż przed nabierającą szybkości stawką.

Giancarlo Fisichella i Hill zdołali uniknąć zderzenia z McLarenem, Ralfowi Schumacherowi udało się uciec na pobocze, ale Heinz-Harald Frentzen, Jean Alesi i Irvine musieli gwałtownie hamować, co rozpoczęło reakcję łańcuchową. Oślepieni mgłą kierowcy nie mieli szansy zareagować i samochody zaczęły kolejno wpadać na siebie. Gdy do miejsca zdarzenia dojechały samochody z końca stawki, tor był już kompletnie zablokowany rozbitymi bolidami. Na koniec, jak zwykle niezorientowany w sytuacji, etatowy maruder, Riccardo Rosset na pełnej szybkości wpadł w to złomowisko, rozrzucając wraki pojazdów na wszystkie strony. Wyglądało to koszmarnie. Kibice właśnie zobaczyli najgorszy start w historii F1.

Rozbitych zostało kilkanaście samochodów. Służby medyczne biegały między wrakami szukając poszkodowanych, ale okazało się, że nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Kierowcy byli gotowi do ponownego startu, ale nie wszyscy mieli dostać na to szansę. W owym czasie można było skorzystać z rezerwowego samochodu, ale każdy team dysponował tylko jednym. Zespoły Stewart, Ligier, Arrows i Tyrrell straciły w karambolu oba bolidy. Dla Rubensa Barrichello, Olivera Panisa, Miki Salo i Rosseta oznaczało to koniec weekendu.

Sprzątanie trwało prawie godzinę. Drugi start wyglądał zupełnie inaczej niż pierwszy. Damon Hill tym razem wystartował rewelacyjnie, obejmując prowadzenie, a Schumacher i Hakkinen walczyli koło w koło w pierwszym zakręcie umożliwiając Irvine’owi wyjście na drugie miejsce. Mika Hakkinen nie tylko pozwolił się wyprzedzić Irlandczykowi po wewnętrznej, nie tylko nie umiał powstrzymać Schumachera przed minięciem go od zewnętrznej, ale desperacko walcząc z nim wpadł w poślizg i stanął na środku toru, gdzie został uderzony przez Saubera Johnny’ego Herberta. Dla obu kierowców oznaczało to koniec wyścigu. Coulthard z kolei stracił sporo pozycji w zamieszaniu na pierwszym zakręcie, po czym wypadł z trasy po kolizji z Alexem Wurzem. Wyścig zaczął układać się idealnie dla Schumachera. Niemiec natychmiast wyprzedził Irvine’a i teraz miał przed sobą tylko Hilla.  Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa. Kolejność przed restartem: Hill, Schumacher, Irvine, Alesi, Villeneuve, Frentzen. Coulthard był piętnasty.

Schumacher wyprzedził Hilla na ósmym okrążeniu i wyruszył po równie łatwe jak rok wcześniej zwycięstwo. Od tego momentu, na mokrym torze Spa, był klasą dla siebie. Świetnie radził sobie też Frentzen, który po minięciu Alesiego wykorzystał błędy Villeneuve’a i Irvine’a by zameldować się na trzecim miejscu. Irvine wpadł w poślizg i musiał zjechać do boksu po nowe przednie skrzydło. 

Warunki stopniowo stawały się coraz gorsze. Frentzen stracił trzecie miejsce na rzecz Alesiego. Bardzo dobre czasy notował Ralf Schumacher, który dość szybko zjechał do boksu z siódmej pozycji, po opony deszczowe i zbliżał się szybko do czołówki. Większość kierowców rozpoczęła wyścig na oponach przejściowych. Alesi i Frentzen zbyt długo zwlekali ze zmianą i wyjechali z boksu za Ralfem. Villeneuve nie zdołał utrzymać się na torze w pogarszających się warunkach i rozbił swojego Williamsa, po raz drugi w trakcie weekendu, wcześniej w spektakularny sposób rozbijając się podczas kwalifikacji w zakręcie Radillion.

Michael Schumacher ciągle był o parę sekund na okrążeniu szybszy od reszty kierowców. Jedynym zagrożeniem dla niego byli dublowani maruderzy. Wolniejsi zawodnicy nie mogli przez mgłę widzieć w lusterkach zbliżającego się Ferrari. Dublowanie Pedro Diniza omal nie skończyło się katastrofą i Jean Todt robił się coraz bardziej nerwowy. Gdy Michael zaczął zbliżać się do Coultharda, Francuz udał się do boksu McLarena, by upewnić się, że David zostanie odpowiednio poinstruowany. Szkot otrzymał informację, ale wybrał wyjątkowo niefortunny sposób by przepuścić Schumachera. Zwolnił nieco, ale nie zjechał z wyścigowej linii, co spowodowało, że, oślepiony mgłą, niespodziewający się niczego, Michael z impetem wjechał w tył McLarena. Jego przednia opona wystrzeliła w niebo i zszokowany Schumacher zrozumiał, że w ułamku sekundy jego zwycięstwo przepadło.

Oba samochody zaczęły podążać do boksów. Schumacher ciągle poruszał się z zawrotną szybkością, biorąc pod uwagę, że jego samochód miał już tylko trzy koła. Napędzała go frustracja i gniew. Gdy tylko dotarł do boksu, wyskoczył z auta i skierował się w kierunku garażu McLarena. Mechanicy Ferrari pobiegli za nim widząc, że Michael zmierza do konfrontacji, Stefano Domenicali robił wszystko, by go powstrzymać. Rzeczywiście trzeba było odciągać go od Coultharda. Niemiec był przekonany, że David umyślnie wyeliminował go z wyścigu, powodując potencjalnie bardzo niebezpieczny wypadek. Chwilę później do boksu Ferrari dotarła następna frustrująca wiadomość, kiedy Irvine na dobre zakopał swoje Ferrari w żwirze na zakręcie Pouhon.

Wobec tej rzezi wśród faworytów, swoją szansę na zwycięstwo otrzymały zespoły, dla których w normalnych warunkach nawet finisz na podium był dużym sukcesem. Jednak to nie zawodnicy Williamsa lub Benettona skorzystali z tej okazji, ale kierowcy zespołu Jordana, który niespodziewanie, po najgorszej od wielu lat pierwszej części sezonu, teraz stanął przed ogromną szansą. Ralf Schumacher radził sobie świetnie i w drugiej części wyścigu awansował na drugą pozycję, dając zespołowi szansę na nieprawdopodobne podwójne zwycięstwo.

Trzeba było jednak ukończyć wyścig rozgrywany w fatalnych warunkach. Dublowanie nadal było bardzo niebezpieczne. Kolejnym zawodnikiem, który padł ofiarą mgły był Fisichella. Po wpakowaniu się w tył samochodu Shinji Nakano przed szykaną Bus Stop, zaparkował swój rozbity bolid na samym środku toru, powodując wyjazd samochodu bezpieczeństwa.

Przed wypadkiem Włocha Ralf Schumacher był zdecydowanie szybszy od Hilla, ale doświadczony Anglik zajęty był przekonywaniem Eddiego Jordana, by ten zapobiegł bezsensownej bratobójczej walce i zakazał Niemcowi atakowania Hilla. Wobec ogromnej szansy na historyczne podwójne zwycięstwo polecenie zostało wydane. Jordany miały spokojnie dojechać na dwóch pierwszych miejscach.

David Coulthard, który po tym co przeszedł z pewnością już miał dosyć jazdy w deszczu, został wysłany ponownie na tor mimo pięciu okrążeń straty. Przed nim było już tylko sześciu zawodników. Po restarcie, który nastąpił dwanaście okrążeń przed końcem, Pedro Diniz wyszedł na doskonałe piąte miejsce przed Jarno Trulliego. Obaj zawodnicy Jordana utrzymali swoje pozycje i byli w stanie bez problemu kontrolować dystans do trzeciego Alesiego i czwartego Frentzena. Jednak w tych warunkach pogodowych nic nie było pewne i Eddie Jordan z pewnością nie mógł doczekać się końca wyścigu.

Gdy ten w końcu nastąpił w boksie Jordana wybuchła euforia. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał po fatalnym początku sezonu. Siedem lat po tym jak Andrea de Cesaris walczył o zwycięstwo w Spa, cztery lata po tym jak Rubens Barrichello wywalczył tu pierwsze pole position dla niezwykle lubianego zespołu, w końcu, po latach starań i systematycznego postępu, wywalczył swoje pierwsze zwycięstwo. To był też ważny moment dla Hilla, który wszystkie poprzednie zwycięstwa wywalczył w Williamsie. Teraz udowodnił, że potrafi wygrywać także w mniej dominującym samochodzie.

 

 

Chcesz czytać więcej artykułów z cyklu Słynne wyścigi? Postaw nam kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze