Podium Grand Prix Brazylii 2016 wyglądało bardzo przewidywalnie. Lewis Hamilton, od kiedy wiadomo było, że Nico Rosbergowi do mistrzostwa wystarczą drugie miejsca, wygrywał wszystko. W Brazylii wygrał po raz pierwszy w karierze. Ale to nie on był w centrum zainteresowania. Największy aplauz na podium otrzymał Max Verstappen. Nie bez powodu. Jego jazda w Brazylii przeszła do historii F1 jako jeden z najlepszych występów w deszczu. 

Przed Grand Prix Brazylii oczy wyścigowego światka były zwrócone na rynek transferowy. Sporo miejsc było jeszcze wolnych, wielu kierowców nie miało kontraktów. Wiadomo było, że każdy ruch pociągnie za sobą następne i tak też się stało. Tuż przed wyścigiem, prawie wszystko się wyjaśniło. 

8 listopada 2016 Donald Trump został ogłoszony prezydentem Stanów Zjednoczonych, ale nie był to jedyny zgrzyt w amerykańsko-meksykańskich stosunkach. Tego samego dnia rozeszła się też plotka, że Kevin Magnussen dogadał się z zespołem Haas, co dla Estebana Guttiereza oznaczało koniec przygody z zespołem oraz Formułą 1. Niedługo później Renault ogłosiło, że Joylon Palmer zostaje u nich na następny sezon, a Force India potwierdziło angaż Estebana Ocona. Wydawało się, że Palmer został w Renault, bo nie miał innych opcji, a Ocon i Magnussen znaleźli zespoły, które były zainteresowane długoterminową relacją z nimi. W Renault mogliby liczyć tylko na jeden sezon. Z Palmerem też zespół nie zamierzał wiązać się na dłużej.

Hamilton wygrał kwalifikacje z Rosbergiem o jedną dziesiątą sekundy. Kimi Raikkonen był trzeci, kolejny raz wygrywając z Sebastianem Vettelem, który startował z piątego miejsca. Max Verstappen i Daniel Ricciardo byli na czwartym i szóstym miejscu. Kierowcy Red Bulla liczyli na deszcz. Nie zawiedli się.

W poprzednich latach Nico wygrywał w Brazylii z Hamiltonem. Wiedział, że może wygrać tu mistrzostwo, ale padający deszcz nakazywał ostrożność. Błąd mógł w tych warunkach okazać się znacznie bardziej kosztowny niż na suchej nawierzchni, a Red Bulle mogły okazać się znacznie groźniejsze. Bezpieczne drugie miejsce stawało się coraz trudniejszym zadaniem.

Pierwszą część wyścigu zdominowały problemy pogodowe, które skutkowały wypadkami, czerwonymi flagami i przedłużającymi się wizytami samochodu bezpieczeństwa na torze.

Romain Grosjean zdobył rewelacyjne siódme miejsce na starcie, ale wypadł już na okrążeniu rozgrzewkowym. Rozbił się w miejscu, gdzie wypadek przy większej szybkości mógłby być dla kierowcy niebezpieczny. Na zewnętrznej łuku na podjeździe do prostej startowej nie było wtedy nic oprócz twardego muru. Incydent Grosjeana pokazał, jak trudne są warunki. Ten właśnie podjazd pod górę przed prosta startową, tam gdzie rozbijali się w 2003 roku Alonso i Webber, miał stać się podczas wyścigu problemem dla wielu kierowców.

Kierowcy najpierw chcieli stojącego startu, ale gdy ruszyli natychmiast zaczęli raportować, że jest bardzo mokro, zwłaszcza w ostatnim bardzo szybkim sektorze. Zdecydowano się na start za samochodem bezpieczeństwa, który zjechał dopiero po siedmiu okrążeniach.

Verstappen natychmiast wyprzedził Raikkonena wychodząc na trzecie miejsce. Ricciardo utknął za dwoma zawodnikami Ferrari, którzy skutecznie oślepiali go wodą spod kół. Magnussen zaryzykował od razu z oponami przejściowymi. Rosberg stanowczo stwierdził, że jest na to za wcześnie. Inni jednak nie mieli nic do stracenia i też zaczęli zjeżdżać po przejściówki. Między zakrętem Juncao a prostą startową było ciągle bardzo niebezpiecznie. Vettel miał przerażający moment gdy, po obróceniu się, był przez moment na linii jazdy, zwrócony w kierunku zbliżających się z dużą prędkością samochodów. Ta przygoda i nie najlepsza zmiana opon spowodowały, że musiał nadrabiać straty w dalszej części wyścigu.

Chwilę później samochód bezpieczeństwa znowu był na torze, a powodem był Marcus Ericsson, który rozbił się tuż przed prosta startową. Samochód Ericssona zatrzymał się blokując wjazd do boksu. Red Bull właśnie wtedy podjął decyzję o zmianie opon na przejściowe. Verstappen zdołał wyminąć samochód Szweda, ale wtedy podjęto decyzję by z powodu niebezpieczeństwa zamknąć wjazd do boksu i gdy Ricciardo zjechał, boks był już zamknięty, za co Australijczyk dostał później pięć sekund kary.

Pogoda była coraz gorsza i nie zanosiło się na żadną poprawę. Samochód bezpieczeństwa zjechał w końcu po dwudziestym okrążeniu, ale wtedy natychmiast rozbił się Raikkonen, powodując czerwoną flagę. Jego wypadek był naprawdę niebezpieczny. Obrócił się na prostej przed przyspieszającą i oślepioną rozbryzgami wody stawką. Na szczęście zatrzymał się tuż przy barierze, daleko od linii jazdy, ale i tak Sebastian Ocon tylko swojemu refleksowi zawdzięcza, że w niego nie wjechał. Czwarty dotychczas Nico Hulkenberg musiał wymieniać przednie skrzydło, które zawadziło o skrzydło Kimiego, a inne odłamki były porozrzucane na prostej startowej. Z tyłu stawki Palmer uderzył we mgle w samochód Daniła Kwiata.

Po tak spektakularnie nieudanym restarcie, jedyne co można było zrobić, to czekać na poprawę warunków. Na moment przestało padać, ale gdy samochody wyjechały na tor ponownie, deszcz znowu powrócił, choć mniej intensywny niż wcześniej. Widoczność nadal była sporym problemem.

Mimo że niektórzy kierowcy uważali, że należy jak najszybciej wrócić do ścigania, zignorowano ich, wywieszając ponownie czerwoną flagę. Prognozowano większe opady, które mogą potrwać nawet godzinę. Liczono na to, że da się przeczekać deszcz i zrestartować wyścig, należało się jednak spieszyć, żeby przed limitem czasowym zdążyć przejechać trzy czwarte dystansu, bo tylko wtedy za wyścig można było przyznać pełne punkty. Szczególnie zależało na nich Hamiltonowi. Lewis podczas przerwy zmienił kask na biały. Grand Prix Barazylii przygotował specjalny żółty kask, przypominający ten, w którym ścigał się Ayrton Senna. Miał jednak problem z wizjerem, przez który woda leciała mu do oczu.

Jak na razie wyścig nie był dobrą reklamą F1. Zmoknięta i rozczarowana publiczność gwizdała. Kiedy na 40 okrążeń przed końcem i godzinę przed końcem regulaminowego czasu, podjęto decyzję o powrocie do ścigania, nikt nie mógł być pewny czy ten, przeprowadzany w bardzo niebezpiecznych warunkach, wyścig nie zakończy się kompletna katastrofą. Pogoda nie poprawiła się ani trochę.

Kolejność była następująca: Hamilton, Rosberg, Verstappen, Sergio Perez, Carlos Sainz, Felipe Nasr, Ricciardo, Ocon, Pascal Wehrlein. Wyścig stawał się kluczowy dla rywalizacji między Manorem a Sauberem o dziesiąte miejsce w klasyfikacji. Fernando Alonso na dziesiątym miejscu, Valtteri Bottas na jedenastym, Vettel na czternastym, oraz Hulkenberg na piętnastym, mieli piąć się w górę stawki. Dopingowany przez kibiców Felipe Massa, w swoim ostatnim, jak się wtedy wydawało, Grand Prix Brazylii był dopiero szesnasty.

Przed wyścigiem dużym echem odbiła się rozmowa telefoniczna Toto Wolffa z Josem Verstappenem, w której Wolff miał sugerować, by Max Verstappen nie wtrącał się do walki między Mercedesami. Jak naprawdę brzmiała ta rozmowa nigdy się nie dowiemy, ale każdy kto zna Maxa wie, że takie sugestie nie mogły mieć na niego żadnego wpływu.

Verstappen wyprzedził Rosberga tuż po restarcie, genialnym manewrem, znajdując niespodziewanie przyczepność po zewnętrznej. To był już drugi raz w tamtym sezonie, po Silverstone, gdy Rosberg padł ofiarą takiego niespodziewanego ataku ze strony Holendra na mokrej nawierzchni. Nie był w stanie nawiązać walki. W jego sytuacji w mistrzostwach starał się nie podejmować zbędnego ryzyka.

Na torze naprawdę dużo się działo. Vettel zaczął szybko przebijać się do przodu. Manory zaczęły spadać  coraz niżej w dół stawki, ale Nasr trzymał się na siódmym miejscu, utrzymując za sobą Alonso. Verstappen był bliski by zakończyć wyścig w tym samym miejscu co Ericsson, ale jakimś cudem zdołał nie tylko uratować się przed uderzeniem w barierę, ale jeszcze obronić swoje drugie miejsce przed Rosbergiem. Ten wspaniały pokaz panowania nad samochodem był dopiero początkiem jego popisu.

Vettel, walcząc z Alonso, wypchnął go z toru najprawdopodobniej nie widząc go w lusterkach przez deszcz. Nie spodziewał się ataku po zewnętrznej. Podobna sytuacja miała miejsce gdy Hulkenberg walczył z Oconem i również wypchnął go poza tor. To pokazywało jak ryzykowny był manewr Verstappena na Rosbergu. Alonso nie wykazał się wyrozumiałością wobec Vettela stwierdzając po wyścigu, że następnym razem nie ustąpi i po prostu w niego wjedzie, żeby mu pokazać, że tor nie należy tylko do niego.

Podczas restartu wszyscy kierowcy musieli założyć najbardziej ekstremalną odmianę deszczowych opon, ale szybko zaczęli zjeżdżać po przejściówki. Taką decyzję podjął między innymi Red Bull, który liczył na to, że jeśli opona przejściowa się sprawdzi, zaskoczą bardziej zachowawczo nastawionego Mercedesa i Verstappen będzie miał szansę na zwycięstwo. Ricciardo, który utknął za Perezem, już wcześniej zdecydował się na zmianę. Była to ryzykowna taktyka. Warunki były nadal bardzo trudne, a prognozy zapowiadały więcej deszczu. Jenson Button zjechał wkrótce by zmienić opony z powrotem na mokre. Rosberg miał niebezpieczną przygodę przy wyjściu z Juncao. Podobnie jak Verstappen, zdołał uratować się przed obróceniem samochodu, choć przy znacznie mniejszej szybkości. To był jednak moment, który mógł zakończyć się dla niego bardzo źle i przypomniał, że mimo iż Mercedesy pozornie kontrolują sytuację, w tych warunkach mistrzostwo można przegrać przez najmniejsza chwilę nieuwagi. W międzyczasie Vettel wyprzedził Nasra i uciekł do przodu, podczas gdy Alonso, Hulkenberg i Ricciardo utknęli za Brazylijczykiem.

Wtedy nastąpiła kolejna i ostatnia w tym wyścigu neutralizacja. Powodem był, ku rozpaczy Brazylijskich kibiców, Felipe Massa. Następna ofiara śliskiego podjazdu tuż przed boksami. Rozbił się o ścianę, której wcześniej zdołał uniknąć Verstappen.  Felipe szedł do boksu owinięty brazylijską flagą, ocierając łzy, patrząc na oklaskujących go kibiców na głównej trybunie. Wszyscy byli przekonani, że to jego ostatnie Grand Prix Brazylii. Niespodziewanie mechanicy Mercedesa ustawili się w szpaler, oklaskując go, kiedy niezwykle poruszony, wpadł w ramiona żony i małego Filipinho. Na jego drodze do boksu Williamsa wszystkie teamy oddawały mu hołd. To był piękny moment, kiedy F1 pokazała ludzką twarz. Dla Massy mimo pecha, był to niezapomniany dzień. Hołd od Formuły 1 w miejscu, w którym przeszedł do legendy w sezonie 2008. Z pewnością należał mu się. Zawsze był jedną z najbardziej lubianych postaci w F1, zawsze fair, prawdziwy sportowiec. To był pierwszy niezapomniany moment tego dnia.

Red Bull zdecydował się na powrót do opon deszczowych.  Ricciardo spadł przez to na dwunaste miejsce, Verstappen aż na szesnaste. Po restarcie natychmiast obrócił się Alonso, tracąc szansę na naprawdę dobry wynik. Max przesunął się wtedy na piętnastą pozycję. Wtedy właśnie zaczęło się to, co Toto Wolff określił po wyścigu jako Max Verstappen Show. Do końca pozostawało szesnaście okrążeń. Na pierwszym z nich Max przedostał się przed Magnussena i Guttiereza. Na następnych sześciu wyprzedzał kolejnych sześciu zawodników.

Pierwszym z nich był Wehrlein, potem przyszła kolej na jadącego ciągle na przejściówkach Bottasa. Jak dotąd progres Verstappena nie był żadnym zaskoczeniem, ale teraz Max miał przed sobą Ricciardo. Spodziewano się zaciętej walki jak w Malezji. Na pewno nikt nie spodziewał się, że Max wyprzedzi swojego zespołowego kolegę, również na świeżych oponach, po zewnętrznej Merguhlo. A tak właśnie się stało. Verstappen był tego dni niemożliwy do zablokowania i regularnie wyprzedzał po zewnętrznej, poza normalną linią jazdy, pozornie zaprzeczając prawom fizyki. Miał też odwagę by hamować późno, o czym przekonał się chwilę później Kwiat. Ocon, jadący świetny wyścig i znający dobrze Maxa z licznych pojedynków w Formule 3, okazał się trudnym przeciwnikiem, ale Max poradził sobie po zewnętrznej Bico de Pato. Następny był Nasr, który niemal zepchnął Maxa na trawę, ale ten zachował spokój i przecisnął się obok niego. Ricciardo również radził sobie nieźle, podążając za Verstappenem. Szczególnie manewry po zewnętrznej pierwszego zakrętu, którymi zaskoczył Kvyata i Nasra, robiły wrażenie.

Na sześćdziesiątym piątym okrążeniu, jadący na piątej pozycji, Vettel zabierał się za wyprzedzanie Sainza, kiedy zobaczył w lusterkach Red Bulla Verstappena. Max w międzyczasie wyprzedził Hulkenberga, i był już tuż za nimi. Seb musiał odpuścić atakowanie Hiszpana i zająć się obroną przed Maxem. Vettel bronił się agresywnie, ale w końcu został wypchnięty na trawę po wspaniałej walce. Niemiec uważał, że został wyprzedzony nieprzepisowo, choć przyznał, że jego kapitulacja była tylko kwestią czasu. Po chwili Verstappen był już przed Sainzem, hamując bardzo późno przed Descida do Lago. Było 67 okrążenie, a Max był już czwarty. Dwa okrążenia później wyprzedził również Pereza, manewrem po zewnętrznej Bico de Pato . Perez stawiał opór spychając Maxa na krawężnik. Verstappen wpadł w lekki poślizg, ale natychmiast opanował samochód. Obaj wyjechali z zakrętu obok siebie, walcząc koło w koło w Merguhlo. W Juncao Max był już trzeci. To był koniec jego popisu. Na wyprzedzenie Mercedesów nie starczyło czasu

Takiej jazdy w deszczu nie widziano od czasu Michaela Schumachera dwadzieścia lat wczesniej w Hiszpanii, ale Brazylijczykom na trybunach kojarzyła się z kimś innym. Z Ayrtonem Senną i jego niezapomnianymi popisami na mokrej nawierzchni. Nie pierwszy i nie ostatni raz Verstappen ratował wizerunek Formuły 1, robiąc z nudnego wyścigu niezapomniane wydarzenie, ale ten występ był czymś więcej. Oczywiście, że pomogły mu świeże opony, tak samo jak Sennie w Donington pomogła kontrola trakcji, ale żeby pojechać taki wyścig potrzeba czegoś więcej. Jego najszybsze okrążenie było o dwie sekundy szybsze od Mercedesów. Max znajdował przyczepność w miejscach, gdzie inni bali się próbować. Wyprowadzał samochód z poślizgu, tam gdzie inni lądowali na ścianie. Pokazał instynkt, wyczucie samochodu, spokój i pewność siebie, którą mają tylko najwięksi, wykonał niezliczona ilość manewrów wyprzedzania i każdy z nich był udany. Decyzja, by zmienić opony, zamiast ryzykować walkę o zwycięstwo na pośrednich pokazała też dojrzałość i wyrachowanie. No i pamiętajmy, że miał wtedy tylko dziewiętnaście lat.

Popis Verstappena przyćmił ważne rozstrzygnięcia jeśli chodzi o klasyfikację konstruktorów, w której po Grand Prix Brazylii nie było już niewiadomych. Team Force India praktycznie zapewnił sobie czwarte miejsce. Williamsy wyglądały bardzo dobrze w treningach, ale potem weekend przybrał fatalny obrót, a błąd Bottasa pod koniec wyścigu, który pozbawił go punktów, świetnie podsumował ten kompletnie nieudany wyścig i kompletnie nieudany sezon. 

Z punktem, pierwszym w Formule 1, musiał pożegnać się również Ocon, który w końcówce wyścigu stracił dziesiąte miejsce na rzecz Alonso. To była fatalna wiadomość nie tylko dla niego, ale przede wszystkim dla jego zespołu. Ocon miał w tym wyścigu misję. Musiał wyprzedzić Felipe Nasra by obronić kluczową dla Manora dziesiątą pozycję w klasyfikacji konstruktorów. Nasr utrzymał za sobą Fernando i obok Verstappena był drugim bohaterem wyścigu, przynajmniej dla Brazylijskich kibiców. Przez większość wyścigu utrzymywał za sobą szybsze samochody i nie popełniał błędów w bardzo trudnych warunkach. Nie udało mu się jednak uratować swojej kariery w F1. Pogrążył za to zespół Manora.

Hamilton i Rosberg zrobili co musieli. Lewis wygrał w końcu przy dziesiątym podejściu w Brazylii i po wyścigu dużo mówił o tym ile to pierwsze zwycięstwo w Brazylii dla niego znaczy. Dzięki niemu ciągle był w grze o mistrzostwo, ale Nico również musiał być zadowolony z drugiego miejsca. Przetrwał ulewę. Miał szczęście, że Red Bull przeszarżował z taktyką. Tego dnia wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale on dojechał do mety na miejscu, które zapewniało mu dwanaście punktów przewagi przed ostatnim wyścigiem. W Abu Zabi wystarczał mu finisz na podium. Alain Prost, który powiedział kiedyś, że w Formule 1 chodzi o jazdę z najwolniejszą prędkością potrzebną do zwycięstwa, byłby z niego dumny.

Ten wyścig przejdzie jednak do historii jako ten, od którego Max Verstappen przestał być obiecującym kierowcą, a zaczął być wielkim kierowcą. To był popis, którym Max pokazał, że nie tylko może być kiedyś mistrzem, ale że może być następnym wielkim kierowcą, który zdominuje Formułę 1 i stanie się legendą. Tylko tacy zawodnicy mają takie wyścigi.

Redakcja

Tomasz Kubiak
Filip Cygan
Wojtek Paprota
Daniel Wawiórka
Roksana Ćwik
Maja Kozłowska
Kamil Topczewski
Olga Białczak
Dariusz Szymczak
Mikołaj Suchocki

Informacje

Redaguj z nami
Polityka prywatności
Gdzie oglądać wyścigi?
Kalendarz
Klasyfikacje
Wyniki

Partnerzy

rally and race