Słynne wyścigi: Grand Prix Brazylii 2003

Co jakiś czas nietypowe warunki pogodowe stwarzają okazję zespołom i kierowcom, normalnie nie mającym szans na zwycięstwo. Grand Prix Brazylii 2003 było właśnie takim wyścigiem. Chaos był jednak tak duży, że podczas dekoracji zwycięzców żaden z kierowców nie stał na właściwym stopniu podium, a zwycięzcę poznaliśmy dopiero kilka dni później.  

W sezonie 2003 Grand Prix Brazylii po raz ostatni rozgrywane było wiosną. Był to trzeci wyścig sezonu. Dwa pierwsze zakończyły się niespodziewanie wygraną zawodników McLarena, mimo że zespół dysponował jedynie zmodyfikowaną wersją zeszłorocznego samochodu. Kluczowa była tu forma nowych opon Michelin. Zaopatrujący Ferrari Bridgestone znalazł się w defensywie, a sprawy nie ułatwiał fakt, że Ferrari również nie przedstawiło jeszcze nowego samochodu.

Przed sezonem w ramach oszczędności ustalono, że dostawcy opon mogą przywieść na wyścig tylko jeden rodzaj opon deszczowych. Jak zły to był pomysł, pokazało Grand Prix Brazylii. Na wyboisty, pełen wzniesień tor, z często zmienianą nawierzchnią, o zróżnicowanej przyczepności, gdzie deszcz płynie strumykami przez tor, a samochody są zagrożone aquaplaningiem, przywieziono jedynie opony przejściowe.

Padało już w piątek i wielu kierowców miało problemy, ale sobotnie kwalifikacje odbyły się na suchej nawierzchni. Rubens Barrichello był pierwszy, ku ogromnej radości brazylijskich fanów, Mark Webber trzeci. W piątek na mokrej nawierzchni Australijczyk był najszybszy w Jaguarze potwierdzając, że obok Fernando Alonso i Kimiego Raikkonena, jest jednym z największych talentów wśród nowego pokolenia kierowców. Ponownie dobrze prezentowały się McLareny. David Coulthard był drugi, Raikkonen czwarty. Cała czwórka mieściła się w 0.06 sekundy. Michael Schumacher był zaledwie siódmy. Kwalifikacje potwierdziły, że sezon 2003 zapowiada się znacznie ciekawiej niż dwa poprzednie.

Przed wyścigiem nastąpiło prawdziwe oberwanie chmury. Start opóźnił się, ale samochód bezpieczeństwa zjechał w końcu po ośmiu okrążeniach. Zanim to się stało jednak Giancarlo Fisichella skierował się do boksu, założył nowe opony i zatankował pod korek. Przy odpowiedniej ilości okrążeń za samochodem bezpieczeństwa i skróceniu wyścigu mógł liczyć, że już nie będzie musiał więcej odwiedzać boksów. Podobną taktykę zastosował zespół Minardi, który zatankował samochód Josa Verstappena jeszcze przed wyścigiem i w ogóle nie zamierzał odwiedzać boksów. Zespoły z końca stawki nie miały nic do stracenia, a deszczowy wyścig był dla nich szansą.

Barrichello opóźniał start za bardzo i został za to ukarany, kiedy Coulthard przejął prowadzenie już przed pierwszym zakrętem. W jego ślady wkrótce podążył Raikkonen. Barrichello i Webber nie radzili sobie i wyprzedził ich też Williams Juana Pablo Montoyi. Kimi i Juan Pablo szybko poradzili sobie z Coulthardem i teraz oni znaleźli się na czele, potwierdzając nadchodzącą zmianę pokoleniową. Jednak Kolumbijczyk szybko stracił tempo. Najpierw pozycję odzyskał Coulthard.  Potem za Montoyą pojawili się Michael Schumacher i Webber. Schumi wyprzedził Montoyę po zewnętrznej i puścił się w pogoń za McLarenami.

Wkrótce potem na tor znów wyjechał samochód bezpieczeństwa po wypadku Ralpha Firmana i Olivera Panisa. Wielu kierowców wykorzystało ten moment, żeby zjechać po opony i paliwo. Raikkonen jednak pozostał na torze. Po restarcie za McLarenami znaleźli się dwaj kierowcy Ferrari. Wtedy jednak zaczęły się problemy z rzeką wody płynącą w poprzek toru na zakręcie trzecim.

Pagórkowaty tor Interlagos zawsze miał problemy z odprowadzaniem wody. Teraz zakręt trzeci stał się prawdziwą pułapką. Najpierw na tym samym okrążeniu  Montoya i Antonio Pizzonia zaparkowali obok siebie na barierze z opon. Potem Michael Schumacher uderzył tuż obok. Na szczęście nie trafił żadnego z pracujących tam marshali, ani ściągającego właśnie samochód Pizzonii dźwigu. W tej sytuacji samochód bezpieczeństwa musiał pojawić się ponownie na torze.

Raikkonen zjechał do boksu. Po restarcie prowadził Coulthard przed Barrichello, Ralfem Schumacherem, Webberem, Buttonem, Alonso, Raikkonenem i rewelacyjnym Verstappenem. Holender jednak stał się, wkrótce po restarcie, następną ofiarą trzeciego zakrętu. Nie rozbił się co prawda na barierze, ale zgasił silnik i musiał wycofać się, ku rozpaczy szefa teamu Paula Stoddarta, przekonanego, że ten jedyny raz Minardi jedzie po zwycięstwo. Zatankowany pod korek Verstappen liczył na skrócenie wyścigu. Ósme miejsce odziedziczył po nim Fisichella, który przyjął podobną taktykę.

Chwilę później Jenson Button dołączył swój samochód do najdroższego na świecie złomowiska, które tworzyło się  w zakręcie trzecim rozbijając się z impetem o barierę z opon. Safety car wyjechał po raz czwarty. Tym razem do boksu udał się Webber.

Gdy nastąpił restart, kierowcy byli dopiero w połowie dystansu. Na torze pozostało jeszcze jedenastu zawodników. Prowadził Coulthard przed Barrichello, Ralfem, Alonso, Raikkonenem i Fisichellą. Raikkonen rozpoczął prawdziwy popis, szybko wyprzedzając Alonso i Ralfa. Szczególnie drugi manewr po zewnętrznej czwartego zakrętu pokazywał jego ogromny talent i pewność siebie. Ralf wkrótce padł ofiara równie spektakularnego manewru, kiedy Alonso wyprzedził go po zewnętrznej Mergulho. Hiszpan jednak wkrótce potem musiał odbyć karę przejazdu przez boksy za wyprzedzanie przy żółtej fladze.

Tor był już praktycznie suchy, oprócz feralnego trzeciego zakrętu. Barrichello na oponach Bridgestone był w tych warunkach coraz szybszy. Wobec odpadnięcia Schumachera był jedyną nadzieja Ferrari i była to jak dotąd jego najlepsza szansa na wygraną w ojczyźnie. On i Coulthard musieli jeszcze zjechać do boksu i oddalali się teraz od trzeciego Raikkonena, który już zjeżdżać nie musiał. Warunki były nadal trudne. Mark Webber jako jedyny wpadając w poślizg w zakręcie trzecim zdołał uniknąć wypadku, a chwilę później Coulthard popełnił błąd w Senna S, który natychmiast wykorzystał Rubens. Widownia wpadła w ekstazę. Brazylijczyk zaczął natychmiast bić rekordy okrążeń i stał się faworytem wyścigu.

Wtedy jednak odezwał się jego legendarny pech w Brazylii. Jego Ferrari zatrzymało się na poboczu. To był pierwszy raz od pamiętnego Grand Prix Belgii 1998, kiedy oba Ferrari nie ukończyły wyścigu. Techniczne awarie Ferrari były rzadkością, ale pech Rubensa w Interlagos czymś stałym i niezmiennym. Nie ukończył wyścigu w ojczyźnie po raz dziewiąty z rzędu.

Teraz losy zwycięstwa miały ważyć się między dwoma McLarenami. Do gry wszedł jednak niespodziewanie Fisichella, który również korzystał z przewagi Bridgestone’ów i zbliżał się teraz do Raikkonena. Coulthard wyjechał z boksu czwarty za Alonso, ale miał ciągle szanse na zwycięstwo na świeżych oponach.

Raikkonen radził sobie coraz gorzej na swoich mocno zużytych Michelinach i w końcu popełnił błąd, który umożliwił Fisichelli wyjście na prowadzenie. Włoch natychmiast zaczął powiększać przewagę. Miał tylko jeden problem. Mogło nie starczyć mu paliwa. Do końca pozostawało 17 okrążeń. Potrzebował następnej fazy samochodu bezpieczeństwa.  

Dokładnie wtedy nastąpiła ogromna kraksa Marka Webbera. Który rozbił się na szybkim łuku przed boksami. Nie ma tam żadnej strefy bezpieczeństwa i Australijczyk totalnie zniszczył swój samochód, uderzając na pełnej szybkości w opony. Potem odbił się w kierunku bariery po drugiej stronie, rozrzucając odłamki po całej szerokości toru. Raikkonen i Fisichella zjechali do boksu. Dałoby to prowadzenie Coulthardowi, jednak Szkot nie doczekał swojej szansy na zwycięstwo. Zaraz potem nastąpiła bowiem kraksa Alonso, która spowodowała czerwoną flagę.  

Jadący na trzecim miejscu Alonso nie zauważył żółtych flag i uderzył w leżące na środku toru koło z samochodu Webbera. W wyniku tego, niemal na pełnej szybkości i pod bardzo nieprzyjemnym kątem uderzył w barierę po wewnętrznej stronie toru, odbił się i rozbił na barierze po drugiej stronie.

Wypadek Alonso jeszcze kilka lat wcześniej mógł mieć tragiczne konsekwencje, jednak po krótkiej chwili napięcia kibice zobaczyli jak wychodzi z samochodu. Podczas gdy Hiszpan siedział oparty o barierę, próbując dojść do siebie, w boksie Jordana wybuchła euforia. W tym czasie samochód Fisichelli zaczął się palić w alei serwisowej. Był to jeszcze jeden dowód na to ile szczęścia zespół Jordana miał w tym wyścigu.

Team Jordana na początku sezonu znalazł się blisko końca stawki i stawało się jasne, że jego lata świetności bezpowrotnie minęły. Teraz jednak niespodziewanie odnieśli pierwsze od lat zwycięstwo. Było to też pierwsze zwycięstwo Giancarlo Fisichelli, którego kariera w F1, po świetnym początku, znalazła się ostatnio w sporym kryzysie. Radość teamu nie trwała jednak długo.

Za kulisami trwały regulaminowe spory. Nie wiadomo było czy Fisichella w momencie wywieszenia czerwonej flagi rozpoczął już okrążenie numer 56. Uznano, że nie, a w takim przypadku brano pod uwagę wyniki z końca okrążenia numer 53, czyli ostatniego, kiedy prowadził Raikkonen. Fin został wiec ogłoszony zwycięzcą. Trzeci był Alonso, aktualnie znajdujący się w karetce w drodze do szpitala, czwarty Coulthard, który wygrałby najprawdopodobniej, gdyby wyścigu nie przerwano, a piąty Heinz Harald Frentzen, który, podobnie jak Fisichella i Verstappen postawił na taktykę bez zjazdów do boksu.

Nietypowe podium, na którym zabrakło trzeciego Alonso nie było ostatnim akordem Grand Prix Brazylii. Dopiero kilka dni później okazało się, że zawodnicy na pierwszych dwóch stopniach nie ustawili się w odpowiedniej kolejności. Trzecie z rzędu zwycięstwo McLarena i drugie Raikkonena zostało anulowane a Fisichella powrócił na należne mu miejsce. Okazało się, że Włoch jednak zaczął już następne okrążenie w momencie pojawienia się czerwonej flagi. Dopiero przed następnym wyścigiem na Imoli, Kimi przekazał trofeum z Brazylii w ręce Giancarlo, którego pierwsze zwycięstwo w F1 okazało się bardzo nietypowe. 

 

 

Chcesz czytać więcej artykułów z cyklu Słynne wyścigi? Postaw nam kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze